http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081119/TORUN01/102885600
Pytam dziennikarzy Gazety Pomorskiej:
Czy profesor Andrzej Strobel powiedział im, że ukrywał mnie w swoim domu po wprowadzeniu stanu wojennego? Zapewne nie, bo w cytowanej wypowiedzi broni on swoich współpracowników, pomija własne zasługi.
Kamila Mróz i Adam Willma mogliby jednak o tym przeczytać w książce Wojciecha Polaka „Czas ludzi niepokornych”.
Gdyby przed opublikowaniem artykułu „Niechciane kontakty” jego autorzy posiedli tę informację, to powinni napisać przede wszystkim, że Andrzej Strobel był ofiarnym współpracownikiem solidarnościowego podziemia, narażając tym siebie i swoją rodzinę.
Na szczęście oprócz zasobów IPN istnieją także inne źródła pisane, warto do nich zaglądać. Wynika z nich, że w środowisku toruńskich astronomów przez lata stanu wojennego funkcjonowali czołowi działacze NSZZ „Solidarność”, którzy kierowali całym regionem.
Czy ich bardzo aktywna konspiracyjna działalność byłaby możliwa, gdyby pracowali w otoczeniu infiltrowanym skutecznie przez SB?
Leszek Zaleski
Toruń, 20 listopada 2008
-------------------------------
Przesylam kilka slow komentarza do listu Leszka Zaleskiego.
Odpowiadam na kluczowe pytanie: czy dzialalnosc konspiracyjna jest mozliwa w srodowisku gesto zinfiltrowanym przez tajna sluzbe?
Tak. Jest mozliwa i czesto miala miejsce. Pokazuje to historia wielu tajnych sluzb, zaczynajac od carskiej ochrany.
Gdy infiltracja daje sluzbie (lub jej mocodawcom) poczucie kontroli nad zagrozeniem, nad dana grupa podziemna, wtedy czesto nie ma decyzji o likwidacji takiej grupy. Lepiej dyskretnie wywierac wplyw na jej zachowanie i wiedziec, co sie swieci.
Rozbicie grupy moze spowodowac, ze dzialanosc podziemna podejma inne osoby, byc moze calkiem lub znancznie slabiej rozpracowane i cala mozolna infiltracja bedzie musiala byc prowadzona od nowa.
Wynika z tego, ze kontynuacja dzialanosci przez dana grupe podziemna nie jest w zadnym razie decydujacym wskaznikiem szkodliwosci informatorow tajnej policji.
Pozdrawiam serdecznie,
Andrzej Zybertowicz
-----------------------------
Szanowny Panie Leszku,
Bardzo dziękuję za ten głos w dyskusji nad "współpracą" ludzi ze środowiska akademickiego z SB-cją. We wszystkich tych historiach wolszczanowskich smutne jest to, że wypowiadają sie autorytatywnie ludzie, którzy nie mają większego pojęcia o realiach tamtych czasów. W najlepszym wypadku byli działaczami NZS-u (i chwała im za to), ale, według mojej wiedzy, włos im z głowy za to nie spadł (przynajmniej w Toruniu). Teraz niektórzy z nich są historykami, a inni - historykami z IPN-u... I tych ostatnich mało obchodzą miaradajne przecież opinie profesorów Hanasza czy Stawikowskiego... W Łodzi panowie Belka z Kropiwnickim też mieli biurka naprzeciwko siebie... i co z tego?
Żyjemy w czasach błota - i, niestety, to się nie skończy, dopóki błoto nie wyschnie i nie odpadnie (samoistnie).
Bogumił Brzeziński
===========================
http://www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrIssue=965&NrSection=80&NrArticle=120662&IdTag=832
mój komentarz - wysłany do NOWOŚCI
Nie etykietujcie!
Profesor Andrzej Strobel ukrywał mnie w swoim domu po wprowadzeniu stanu wojennego. Najpierw właśnie u niego znalazłem schronienie.
Później wielokrotnie zmieniałem mieszkania. Nazwiska dobroczyńców wymienione są w książce Wojciecha Polaka „Czas ludzi niepokornych”. Andrzej Strobel pozostawał ze mną w kontakcie przez wiele tygodni, był jednym z łączników pomiędzy mną a strukturami podziemnymi „Solidarności”.
Znam go od ponad 40 lat. Jest człowiekiem szlachetnym, odważnym, niezwykle uczynnym.
Te słowa dodaję do fragmentu artykułu „Kosmiczny kac astronomów”, zatytułowanego „Sumienie nie pozwala donosić”.
Wszystko, co powyżej napisałem i do czego się odnoszę, te wszystkie słowa uznania i szacunku dotrą jednak tylko do czytelników dociekliwych.
Mniej dociekliwi poprzestaną na tytułach artykułów, fotografiach i podpisach pod nimi, na przykład, jak napisano: Prof. Andrzej Strobel – TW „Proxa”.
Dziennikarze (nie tylko NOWOŚCI) piętnują toruńskich astronomów od kilku tygodni. Właśnie napiętnowaniem jest dodanie przy nazwisku skrótu TW, któremu towarzyszy – również stygmatyzujące określenie – współpracownik SB.
Cóż to bvyli za współpracownicy SB? Komu naprawdę sprzyjali i służyli pomocą ci ludzie, otaczający na co dzień aktywnych czołowych działaczy solidarnościowego podziemia?
O każdym z wymienionych mam do powiedzenia wiele dobrego. Podobnie mówią cieszący się niepodważalnym autorytetem profesorowie Antoni Stawikowski, Jan Hanasz, Eugeniusz Pazderski.
Niech te świadectwa idą w świat. To one zasługują na tytuły artykułów i wytłuszczony druk.
Emerytowany nauczyciel, astronom
Leszek Zaleski
Toruń, 21.11.2008




